ciałoneutralność
cel,  ciało,  ciałoneutralność,  ciałożyczliwość,  mindfulness,  nawyki,  poczucie wartości,  psychodietetyka,  samoakceptacja,  selfcare,  uważność,  zaburzenia odżywiania,  zmiana

Ciałopozytywność czy ciałoneutralność?

Wstajesz rano, patrzysz w lustro i … widzisz sińce pod oczami, zmarszczki, za duży brzuch, za małe cycki, cellulit, za mały biceps, brak kaloryfera na brzuchu? Czy patrzysz na swoje ciało z zachwytem i miłością? A może raz je kochasz a raz go szczerze nienawidzisz? Czy przechodzisz obok swojego odbicia zupełnie obojętnie?

Kult ciała obecny jest w naszej kulturze od lat, na przestrzeni czasu zmieniały się jedynie kanony jego piękna, ale ciało (zarówno kobiece, jak i męskie) od zawsze było przedmiotem fascynacji artystów, czemu dawali wyraz w licznych obrazach i rzeźbach. Współczesny ideał zaczął kształtować się w okolicy lat 50-tych ubiegłego wieku, kiedy to gwiazdy kina – piękne seksbomby –  dumnie prezentowały sylwetkę klepsydry, która w latach 90-tych dzięki popularności supermodelek przyjęła wymiary 90-60-90, malejąc w kolejnych dekadach do chorobliwie wręcz wychudzonych ciał. Kultura masowa nie oszczędziła też mężczyzn, którzy od lat 90-tych są coraz bardziej wysportowani, coraz bardziej umięśnieni i coraz bardziej odtłuszczeni.

Od dawna jesteśmy tresowani przez środki masowego przekazu, a w ostatnim czasie zwłaszcza media społecznościowe, żeby dążyć do ideału (czymkolwiek on jest) i walczyć z wszelkimi niedoskonałościami ciała (czymkolwiek one są). Dla wielu osób oznacza to nieustanną walkę z własnym ciałem, które za nic nie chce wpasować się w promowany kanon piękna.

Dlatego wybawieniem dla wielu z nich było pojawienie się ruchu body positivity (ciałopozytywność), który pokazywał, że można siebie akceptować i kochać niezależnie od rozmiaru, sylwetki, cellulitu, stanu cery, wielkości biustu czy ilości masy mięśniowej. Początki ruchu przypadają już na lata 60-te ubiegłego wieku, popularny stał się w latach 90-tych, jednak to dzięki Instagramowi w drugiej dekadzie XXI w. zaistniał na dobre w społecznej świadomości. Jego popularność szybko podchwyciła branża mody i beauty promując naturalne „nieidealne” ciała, przy okazji sprytnie wykorzystując ideę body positive do promowania swoich produktów, a tym samym paradoksalnie nakręcając spiralę skupienia na wyglądzie ciała.

Z biegiem czasu, coraz częściej zaczęły się pojawiać głosy podważające słuszność body positive. Ruch, który miał nas uwolnić od narzucanego przez media kanonu piękna, a tym samym ciągłego skupiania się na ciele i jego wyglądzie, jeszcze bardziej podkręcił dyskusje skupiające się na fizyczności i postrzeganiu jej w aspektach estetycznych.

Odrębną poruszaną kwestią było samo podejście do ciała. Nie jest łatwo akceptować  je i kochać bezwzględnie przez cały czas. Ciałopozytywność, która promuje wręcz radykalną miłość do swojego ciała, nie dopuszcza wątpliwości i chwil słabości, z którym zmaga się wiele osób, np. z niepełnosprawnościami czy cierpiących na zaburzenia odżywiania. Takie podejście powodowało u tych osób dodatkowo poczucie winy w momentach, kiedy nie były one w stanie obdarzać swojego ciała pozytywnymi uczuciami. 

Pojawiały się też zarzuty, że ruch podkreślając bezgraniczną akceptację ciała promuje m.in. choroby takie jak otyłość, przyczyniając się tym samym do niezdrowych zachowań żywieniowych.

Okazało się, że ciałopozytywność nie jest wcale aż taka pozytywna…

I wtedy pojawił się nowych ruch – body neuytrality (ciałoneutralność).

Biblią ciałoneutralności jest napisana przez Anuschkę Rees książka „Beyond Beautiful: A Practical Guide to Being Happy, Confident, and You in a Looks-Obsessed World” („Ponad piękno: Praktyczny poradnik, jak być sobą, szczęśliwym i pewnym siebie w świecie mającym obsesję na punkcie wyglądu”) wydana w 2019 roku w Stanach Zjednoczonych. Jednak pojęcie to po raz pierwszy pojawiło się już około 2015 roku, a zostało spopularyzowane dwa lata później, gdy trenerka fitness Anne Poirier nazwała tak jedne ze swoich zajęć w ośrodku wellness w stanie Vermont w USA. O ciałoneutralności zrobiło się naprawdę głośno, gdy zaczęła o niej publicznie mówić Jameela Jamil, gwiazda serialu „Dobre miejsce”. W programie „The Daily Show” we wrześniu 2019 roku mówiła:

Ciałopozytywność nie jest dla mnie. Ten ruch był stworzony dla kobiet, które są dyskryminowane – w gabinetach lekarskich i przez społeczeństwo – z powodu swojego rozmiaru. Dla nich ten ruch jest koniecznością. Ja jestem szczupła, więc nie jestem dyskryminowana z powodu rozmiaru. Osobiście wierzę w wyzwolenie ciała i ciałoneutralność. Wierzę, że nie trzeba myśleć non stop o swoim ciele i mam ten luksus, że nie muszę tego robić, bo nie jestem ciągle prześladowana z powodu swojej wagi. Jestem osobą, która zmagała się z zaburzeniem odżywiania i wciąż cierpię na dysmorfofobię, więc robię w ciągu dnia więcej rzeczy, gdy nie myślę o swojej figurze. Nie potrafię stanąć przed lustrem i powiedzieć: „Och, kocham moje uda, kocham mój cellulit”. Mogę po prostu o nich nie myśleć i zamiast tego myśleć o stanie mojego konta bankowego albo orgazmach, wiecie?

Fundamentem tego ruchu – który wcale nie wyklucza ciałopozytywności, ale jest raczej jego uzupełnieniem (moim osobistym zdaniem wyrósł na jego fundamentach) – jest przekonanie, że nie trzeba kochać swojego ciała cały czas i przede wszystkim nie trzeba o nim cały czas myśleć.

Ciałoneutralność zakłada, żeby myśleć nie o tym, jak nasze ciało wygląda, ale o tym, co może nam dać: przyjemność z jedzenia, satysfakcję seksualną, radość z kolejnych osiągnięć czy pokonywania ograniczeń. Jednym słowem myślimy np. o tym, jak silne są nasze nogi i że to dzięki nim przebiegliśmy maraton, weszliśmy na szczyt czy po prostu przeszliśmy o 100 m więcej niż wczoraj,  niż o tym, czy są zgrabne.

Ciałoneutralność zakłada, że swojej wartości nie budujemy na swoim wyglądzie i podkreśla, że nie wszystko toczy się wokół ciała. Ciało jest ważne, bo daje nam możliwość przeżywania cudownych chwil, ale to nie dzięki jego wyglądowi jesteśmy szczęśliwi.

„Ciałoneutralność jest zatem spojrzeniem na swoje ciało jak na instrument, który traktowany z troską oraz utrzymywany w dobrej kondycji i zdrowiu, obdaruje nas ogromem możliwości, a dzięki temu szansą na spełnianie marzeń, rozwój i szczęście.”

Poza tym, poświęcając mniej czasu na myślenie o tym jak wyglądamy, możemy przeznaczyć go na to, co faktycznie sprawia nam przyjemność. Obsesyjne myślenie o fizyczności pochłania duże pokłady energii, co niestety uniemożliwia beztroskie doświadczanie życia i bycie w nim w pełni obecnym.

Oba ruchy mają na celu wyzwolenie się z medialnego  terroru piękna i poprawę relacji z naszym ciałem. Jaka jest zatem główna różnica między nimi? W duchu body positivity kochamy nasze ciało niezależnie od tego, jakie ono jest, body neutrality z kolei skupia się nie tyle na bezgranicznej miłości do naszego ciała, a raczej na ciałożyczliwości i wdzięczności za to, czego możemy dzięki niemu doświadczać. W body positivity mówimy do siebie: „Czuję się ze sobą dobrze, bo wiem, że jestem piękna”, podczas gdy mantra body neutrality to: „To jak się ze sobą czuję, nie ma nic wspólnego z moim wyglądem”. A takie myślenie wyzwala osoby, które nie potrafią kochać swojego ciała non stop. Często jest tak, że albo siebie kochamy, albo nienawidzimy, tymczasem ciałoneutralność oferuje nam niejako złoty środek – to przestrzeń dla akceptacji, szacunku i troski.

W takim razie co jest lepsze – ciałopozytywność czy ciało neutralność? Oba ruchy stawiają sobie za cel poprawę relacji z ciałem i to jest w nich najważniejsze, a jak to osiągniemy, to już wybór każdego z nas. Mnie osobiście przekonuje ciałoneutralność, bo wydostanie się spod dyktatu ciała – zarówno tego negatywnego, jak i pozytywnego daje prawdziwą wolność.

Poczucie swobody z doświadczania życia bez skupiania się wyglądzie i korzystanie z możliwości jakie daje nam ciało, dla niektórych może brzmieć wręcz nierealnie w dzisiejszym świecie. Nie da się ukryć, że praca w kierunku ciałoneutralności to proces długi, wymagający czasu i pewnego wysiłku, jednak warto podjąć wyzwanie, żeby poczuć tę wolność.

Jak praktykować body neutrality na co dzień?
  • Słuchaj swojego ciała i skup się na tym co sprawia Ci przyjemność

Zamiast koncentrować się na swoim wyglądzie, poświęcaj więcej uwagi temu, co działa na Ciebie dobrze i poprawia Twoje samopoczucie. Może to być spacer z psem, dobra książka, spotkanie z przyjaciółmi, sport czy medytacja. Znajdź swoje rytuały, które sprawiają Ci przyjemność i powodują dobre samopoczucie. Staraj się słuchać tego, co mówi Twoje ciało – zauważ, jak się czujesz po określonym rodzaju jedzenia czy aktywności. Zwolnij i odpocznij, kiedy Twoje ciało tego potrzebuje.

  • Zdrowe nawyki traktuj jako sposób na dobre samopoczucie

Chęć bycia w formie i prowadzenie zdrowego trybu życia nie stoi w sprzeczności z ciałoneutralnym podejściem, wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żeby przestawić się z myślenia o zdrowych nawykach jako drodze do fantastycznej sylwetki na traktowanie ich jako drogi do dobrego samopoczucia (a fajna sylwetka pojawi się sama jako „produkt uboczny” 😊) . Staraj się wybierać aktywności sportowe, które sprawiają Ci przyjemność i zrezygnuj z restrykcyjnych diet. Słuchaj swojego organizmu i reaguj na jego potrzeby, wybierając posiłki, które lubisz i jednocześnie czujesz się po nich dobrze. Podczas treningów staraj skupiać się na sile i wytrzymałości swojego ciała i nimi mierz postępy. Doceń to, jak wiele potrafi zrobić Twoje ciało. Nie oznacza to, że nie możesz cieszyć się z rysujących się mięśni czy smuklejszej sylwetki – możesz, tylko nie skupiaj na tym całej swojej uwagi.

  • Praktykuj uważność

Nie ma lepszego sposobu na czerpanie radości z obecnej chwili niż trening mindfulness. Rozwijając uważność masz szansę lepiej poznać swoje ciało i jego potrzeby, co z kolei pozwoli Ci skupić się na tym, co jest dla niego dobre. Taka praktyka pomoże Ci osiągnąć wewnętrzny spokój i utrzymać dobre samopoczucie.

  • Zrezygnuj z komplementów odnoszących się do wyglądu

Nasze otoczenie niestety nieustannie wyzwala w nas myślenie o tym, co widzimy zamiast tego co czujemy. Przyjaciółka chwali naszą promienną cerę, a koleżanka z pracy zachwyca się naszą szczupłą sylwetką. I jak tu nie wpaść w pułapkę prymatu wyglądu? Nie zatrzymasz nagle wielkiej rozpędzonej machiny kultu ciała i nie zmienisz wszystkiego i wszystkich wokół siebie, ale możesz zacząć wpływać na ciałoneutralność dookoła siebie małymi gestami. Kiedy następnym razem będziesz mieć okazję obdarować kogoś komplementem, wybierz taki, który nie koncentruje się na fizyczności – zwróć uwagę na wyjątkowe poczucie humoru przyjaciółki, na wytrwałość w dążeniu do celu koleżanki z pracy czy siłę i hart ducha kolegi, który właśnie ukończył triathlon.  

Na koniec zachęcam Cię do ciałoneutralnego ćwiczenia – wypisz na kartce wszystkie rzeczy, które możesz robić dzięki temu, że masz ciało. Będziesz zaskoczony, ile tego jest! Niech to będzie wstęp do życzliwego i pełnego akceptacji podejścia do swojego ciała.  Może pozwoli Ci to spojrzeć na nie jak na partnera, z którym chcesz być w dobrej relacji, bo przecież będziesz z nim szedł przez życie…

2 komentarze

  • Janina

    Bardzo przydatne rady i wskazówki dotyczące kochania własnego ciała . Szkoda , ze w czasach kiedy dojrzewałam i stawałam się kobietą, nie miałam takich możliwości jak obecnie. Dziękuje.

    • Ewa

      Kobiety przez lata dojrzewały w poczuciu obowiązku bycia „jakimiś” – pięknymi, grzecznymi, posłusznymi. Dlatego tak ważne zadanie przed naszym pokoleniem, żeby mowić dziewczynkom od małego, że są cudowne takie, jakie są. Że nie muszą być jakieś, żeby zasługiwały na miłość, szacunek, uznanie. Że są wolne. Tak samo powinniśmy utwierdzać chłopców w poczuciu wartości niezależnie od tego, czy wpisują się w jakieś schematy czy nie. A jeśli chodzi o nas – nigdy nie jest za późno, żeby zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *